Być obojętnym. Bez duszy i serca. Obojętnie się budzić i z taką samą wyuzdaną obojętnością zasypiać. Nosić ja w sercu, jednocześnie serca nie posiadając. Taka abstrakcja. Nikogo nie całować. Nikomu nie pozwalać się kochać. Tylko oddychać i trwać. Już nie szokować.
Zobojętnić się maksymalnie. Niczym strzęp obłoku, który w końcu zniknie w atmosferze.
Kogo to obchodzi?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz